Życie moje – Krystyna Przekop

Redakcja
Barbara Pacholska
Opracowanie
Barbara Popławska
Okładka
Jarosław T. Dzierniejko
Wydawca
Oficyna Wydawnicza WOAK w Białymstoku (2005)
Druk
Drukarnia “Biały Kruk”, Białystok
il. str. 56 format 11×18,5

Krystyna Przekop (1940-2004) urodziła się w łagrze k/Irkucka. Do Polski powróciła, gdy miała 6 lat. Ukończyła studia prawno-administracyjne w Białymstoku. W latach 1960-70 prowadziła amatorski zespół artystyczny. Pisała wiersze satyryczne i scenariusze. Była członkiem Klubu Poetów i Pisarzy Ludowych WOAK, Nauczycielskiego Klubu Literackiego oraz Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Białymstoku.

Dwukrotnie była wyróżniona w konkursie poezji religijnej im. ks. prof.  Józefa Tischnera w Ludźmierzu. Jej wiersze znalazły się w antologii poezji religijnej „Miłość jak ziarno odwagi” (Książnica Podlaska, 2000) oraz na łamach pism „Czas Miłosierdzia”, „Najprościej”, „Sybirak”, „Z Zabłudowskiej Ziemi”.

Zadebiutowała tomikiem poetyckim „Zapamiętane” (Książnica Podlaska, 2001). Doświadczona ciężką chorobą napisała trzy  powieści społeczno-obyczajowe: „Żurawi klangor” (Oficyna Wydawnicza WOAK, 2002), „Ciernisty raj” (Poligrafia Artur Milewski, 2003), ”Czas utracony” (Wydawnictwo „BUK”, 2004).

Tomik „Życie moje” zamyka poetycki dorobek Krystyny Przekop.

Zamiast wstępu
„…dziękuję za to, że mogłem przeczytać Pani wiersze. Nie ukrywam, że zrobiły one na mnie duże wrażenie. Pisze Pani o tym, co zwykło się nazywać imponderabiliami. Każdy z Pani wierszy naznaczony jest prywatnością i ro-dzinnym wręcz ciepłem. Poświadczone w ten sposób zostało to, że Pani pisanie powinno być traktowane w kategoriach wiarygodnego, osobistego świadectwa, które szuka swojej formy w przestrzeni poezji.

Nie wiem, czy mogę się do tego przyznać, ale identyfikuję się z religijnym, narodowym i etycznym systemem wartości, który stanowi nie tyle zaplecze, ile bazę, fundamentu Pani tekstów.

Wiem, że jest Pani chora, ale wierzę też w Boga, który zmartwychwstał i może dać nam wszystko o cokolwiek będziemy Go prosić. Wierzę w Jego Miłość, która jest mocniejsza niż każda nasza słabość…”.

Pozdrawiam najserdeczniej
Dariusz Kulesza
Białystok, 10 kwietnia 2004 r.
(Wielka Sobota)

Zagubiona
czas zatrzymał się
jakby urwał
ktoś odszedł
zapomniał…
wytrącona z harmonii
życia
błądziła
ścieżkami donikąd
uśmierzając swój ból
tabletką
nad granicą niebytu
błysk nadziei
jedno słowo
spojrzenie
przyjazna dłoń
zwątpienie znikło
wróciła…

Wróć
istniałam na pustyni
oddalonej o lata świetlne
samotna
mijały zimy i wiosny
poznałam Ciebie
wicher nas pchnął ku sobie
rzuciłam się w Twoje ramiona
spragniona uczuć
tak mało dałeś
zabrałeś nadzieję
pamięć o Tobie gorzka
a jednak…
wróć!
 
* * *

jak błyskawica
przeleciało życie
miotało się jak piorun
szukający celu
aż spokorniało
i wśród przygód wielu
powoli uciszyło się
by przyjrzeć się światu
pomyśleć o Bogu
zatrzymać się
i ulec zadumie
– tyle się uczyłam
a tak mało umiem

Apoteoza Matki 
Matko Moja!
stoję i płaczę nad Twoim grobem

tułacze życie Twoje
mróz i głód
w bydlęcym wagonie
najniższa prycza – na dnie
nosisz dziecko w swoim łonie
MNIE!
i nie wiesz dokąd
gdzie będzie przystań
Twoja i Twojej rodziny?
na ile lat żegnasz Ojczyznę
i z czyjej winy?

a potem drewniany barak
przykryta darniną ziemianka
teren podmokły błotnista droga
pustka wokół
i tylko czasem przejedzie furmanka
przy zimnej płycie krzątasz się
wychudłaś na zdrowiu zapadłaś
na ziemi siedzi głodne dziecko
Ty sama nic nie jadłaś
wyciągasz z ukrycia
skórkę suchego chleba
połykasz ślinę głód Cię trawi
lecz dziecku dać jeść trzeba
słabniesz
słaniając się
od ściany się odbijasz
wiara powrotu do kraju
sprawia – że żyjesz

powracasz po latach z Syberii –
polskie chaty kościoły
ojczysta mowa
zastajesz ziemię na której
życie trzeba zacząć od nowa

dziś odpoczywasz
Twoich przeżyć
nikt nie rozumie
rzecz to nie pojęta
TYŚ dla mnie ŚWIĘTA!

Białystok, 11.08.1999 r.

* * *

życie moje
turlało się
po bezkresnej tajdze syberyjskiej
aż wróciło do kraju
by czerpać siły
z Podlaskiej Ziemi
a krzepiąc się jej wonią
niesiona przez wiatr epoki
osiąść w mieście
by zdobyć wiedzę
i skosztować smaku
własnego chleba…
pachnącego miodem
bywało też
czarnym jak bieda czarna
a wszystko po to
by dojść
do marzeń i snów
spełniło się
i przyszedł czas walki
z ciężką chorobą
skutecznie broniąc się
pracą twórczą
zostawiam
na kartach
swoich książek
historię
przeżyć ludzkich
i miniony świat
aby czas nie zatarł
pamięci o odchodzącym pokoleniu
a poezja uświęciła
jego pracę i godność
Babci

każda bruzda
na twej twarzy
to droga łez z przeżytych lat
artretyzmem wybrzuszone ręce
na pamiątkę
pracowitej młodości

przymglony wzrok
nie dostrzega pejzażu
cóż ci zostało z tamtych przyjemności?

album pełen życzliwych twarzy
i wspomnień
by jeszcze raz choćby we śnie
przywrócić zapomnianą miłość
na próżno
bo to co przeszło – inne
inne radości inne smutki
i ludzie inni
inny wymiar czasu
co począć wtedy?
najprościej
ciesz się ze swojej starości

Wróć
istniałam na pustyni
oddalonej o lata świetlne
samotna
mijały zimy i wiosny
poznałam Ciebie
wicher nas pchnął ku sobie
rzuciłam się w Twoje ramiona
spragniona uczuć
tak mało dałeś
zabrałeś nadzieję
pamięć o Tobie gorzka
a jednak…
wróć!