Zaprawione mirrą – Erazm Stefanowski

Redakcja
Barbara Pacholska
Projekt okładki
Jarosław Dzierniejko
Zdjęcie na okładce
Grzegorz Haraburda
Opracowanie
Dział  Promocyjno-Edytorski WOAK
Wydawca
WOAK Białystok (2006)
Druk
Drukarnia Biały Kruk, Białystok
il. str. 56 format 13×20

Erazm Stefanowski urodził się w 1976 r. i mieszka w Augustowie. Z wykształcenia prawnik i absolwent Podyplomowego Studium Prawa Podatkowego. Ojciec dwóch synów. Pracuje jako inspektor w Wydziale Finansowym Urzędu Miejskiego w Augustowie. Wiersze pisze od 1994 r. publikując je w gazetach lokalnych wydawanych w gminach województwa podlaskiego oraz czasopismach religijnych.
Wielokrotnie nagradzany i wyróżniany na ogólnopolskich konkursach literackich m.in. w Opolu, Łodzi, Suwałkach, Bukowicach, Szczekocinach, Dąbrowie Białostockiej, Rybniku-Chwałowicach, Ludwinie, Lublińcu, Lublinie, Sierpcu, Świecku, Świdniku.
Jego wiersze zamieszczono w kilkunastu almanachach i antologiach.
Tyle statystyki dotyczącej młodego wrażliwego poety, który w sposób niezwykle jasny określa swoje chrześcijańskie przywiązanie do wiary. W obliczu wszechobecnej komputeryzacji świata i konsumpcyjnego modelu życia dominującego wśród młodzieży przełomu XX i XXI wieku, pogoni za coraz to nowymi doznaniami, jego prosta nuta Prawdy potrafi poruszyć najczulsze struny człowieczeństwa. Zachęcam Państwa do lektury wierszy Pana Erazma zebranych w debiutanckim tomiku poetyckim. Naprawdę warto.

ja – Twój uczeń
już nie pamiętam
zapachu dłoni
którą przywracałeś wzrok
i łamałeś chleb
oduczyłem się kształtu
Twych stóp
wykutych na falach
Genezaret
już nie szepczę do warg
rozlanych jak
wino z ostatniej wieczerzy
na chustę Weroniki
dziś
moje serce
czerwienieje ze wstydu
 
U stóp Pani Różanostockiej
mówią
że Ci łatwiej
bo masz głowę w chmurach
i stopy bez odcisków

a tu
jak w zimnej stajence
święty Piotr kicha
bo boso
po Genezaret chodził

a Józef
niczym Abraham
ostrzy piłę
nad Dzieciątkiem
bo końca Ewangelii
nie przeczytał

i Tereska płacze
płatkami róż
z korony cierniowej

w konfesjonale
u księdza Goworka
pszczoła kłuje w sumienia
bo nie ma urlopu

a Konstanty Gil
od Salezjanów
pomaga Franciszkowi
zdjąć z Krzyża
zafrasowany wzrok
z napisem
Oto Matka Twoja

3 kwietnia 2005 roku
               Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II

ten pierwszy dzień
bez Ciebie
zapukał nagle
jak anioł
który zgubił piórko
i zapłakał
jak kiedyś nad miastem
gdy zrozumiał
że twe życie
Tato
to fala podziwu
odbita
jak cyprysowa barka
od wadowickiej chrzcielnicy

to krzyk
Totus Tuus
wyrwany Munchowi
ustami
nienarodzonego dziecka
mknący na nartach
po czarnych jak Staw
Rysach Częstochowskiej Madonny

to tajemnica światła
z lednickiej pochodni
ciepłej
jak pierwszy dotyk
Chrystusa
z którym szukałeś mnie
na pustyni
jak brakującego
ziarenka różańca

to twój uśmiech
z zeszytu od religii
z którym dzieliłeś siebie
między trędowatych
jak chleb
mówiąc
że miłość ma smak
całego człowieka

to Fatimskie łzy
kaliber dziewięć
zatopione w Morzu Czerwonym
jak włócznia
która starannie
ukryła swe źródło
pod nagim żebrem

Tato
nim ukradnę Cię Chrystusowi
spod powiek
napełnij Duchem
stągwię mego sumienia
gdy na kalwaryjskiej dróżce
pochylam się
nad zapachem twej stopy
by być
bliżej nieba

pełnego
zawstydzonych aniołów

– amen

Biebrzański anioł 

na dolistowskim
tęczowym mostku
przysiadł
przezroczysty cherubin

w opuszkach palców
tuli mgłę

i całuje wiatr
który drżąc oddechem
księżnej Branickiej
wkrada się
w skórę Biebrzy

i tylko ja wierzę
że jest prawdziwy

bo dziś
znów

ma kata