Miasteczka – Ela Galoch

Redakcja
Iwona Wąsowicz-Szczepaniak
Opracowanie
Barbara Popławska
Okładka
Jarosław T. Dzierniejko
Wydawca
WOAK w Białymstoku (2004)
Druk
Drukarnia Biały Kruk, Białystok
il. str. 35 format 15×23

Ela Galoch studia magisterskie ukonczyła na wydziale teologicznym Katolickiego Uniwersytetu im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, a studia podyplomowe (z historii) na Uniwersytecie Wrocławskim. Mieszka w Turku (woj. wielkopolskie). Pracuje jako nauczyciel w Liceum Ogólnokształcącym w Turku. Interesuje się filozofią, komputerami, dużo chodzi po górach, lubi mieć bliski kontakt z naturą. Laureatka kilkudziesięciu Ogólnopolskich i Międzynarodowych Konkursów Literackich m.in. o laur “Czerwonej Róży”  w Gdańsku (2002), im. J. Śpiewaka w Świdwinie (2003), „O Rubinową Hortensje” w Piotrkowie Trybunalskim (2003) czy „Człowiek*Dobro*Piękno” w Siedlcach (2003). Jej wiersze ukazały się w kilkunastu antologiach i almanachach, publikowała na łamach wielu periodyków literackich: „Autograf”, „Tytuł”, „Akant”, „Czas kultury”, „Okolice”, „Przydrożne Intuicje”, czy „Obrzeża”. Jest autorką tomiku poezji „Włamanie do” (Zgorzelec, 2002). W 2004 roku Ela Galoch została laureatką VII Ogólnopolskiego Poetyckiego Konkursu Walentynkowego. Organizator konkursu – Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w Białymstoku ufundował nagrodę w postaci wydania niniejszego tomiku.

Kartka z małego miasteczka

Skraj miasteczka z niskimi domami i ogrodem
ćwiartowanym drucianymi ogrodzeniami – przypomina
bardziej wiejską fotografię niż miasto z burmistrzem i czterema knajpami
Dzieci i wnuki jeszcze czasem przyjeżdżają tu upolować gołębia z procy
licząc na przygody Tomka Sawyera  czy Harry Pottera 
znów chcą mieć dwanaście lat
wszystko ma zostać na swoim miejscu – sielsko i bezpiecznie –
oni – tacy sami – i nie do poznania w obcych
markowych kurtkach
próbują przemknąć się między osami na przejrzałych gruszkach
lepkość śliwek inaczej spływa po kolanach i brutalniej mszczą się pokrzywy
zmiany nie oszczędzają 

Wierszami o ich pierwszej miłości z zatłuszczonych zeszytów zza belki
babka rozpala ogień pod parnikiem
zaginął żółty słoik – po ogórkach – z koralikami i pieniążkiem
– stłukł się a może spodobał się komuś  –
jabłonie rozczochrały się niczym podchmieleni robotnicy drogowi
co w sklepie przy zakręcie szosy kupują najtańsze wino i rybne konserwy
nawet nie można przypomnieć sobie gdzie zakopano rudego kota
przyroda pożera wszystko

Tylko rzeka tak jak kiedyś wbija się w drogę
kikuty mostu wciąż przypominają o niepoznanym jeszcze świecie
choć tutaj ludzie z roku na rok
coraz bardziej zarastają niczym od dawna nieczyszczone melioracyjne rowy
– ramionami do włosów – mchem pod podeszwami
boją się przedwcześnie zbudzić licho albo inną zmorę
chodzą spać po wiadomościach (wraz z kurami)
– tak mało dzieli ich przed zawaleniem –
więc ukrywają nawet przed sobą że zapadają się w głąb siebie
z gankami i podłogą w gościnnych pokojach – by o świcie
znów wyjść na ugory po wiosnę
jak po jeszcze raz darowane im winy