My i nasze łzy– Antoni Milewski

Skład i opracowanie
Barbara Popławska
Okładka
Jarosław T. Dzierniejko
Wydawca
Oficyna Wydawnicza WOAK w Białymstoku (2004)
Druk
Drukarnia “Biały Kruk” w Białymstoku
il. str. 20 format15x21

Antoni Milewski urodził się w 1921 r. w Kobylinie-Pieniążki. Ukończył szkołę podstawową. Marzył o lotnictwie. Marzenia te przerwała wojna, okupacja i wywóz na przymusowe roboty.
Po wojnie został traktorzystą. Ożenił się w 1952 roku i jest ojcem sześciorga dzieci. Do emerytury  prowadził gospodarstwo rolne we wsi Kurowo k. Jeżewa.
Pochodzi z rodziny o tradycjach patriotycznych. Pradziadek pana Antoniego, Jakub Milewski, zginął w Powstaniu Styczniowym. Antoni Milewski debiutował tomikiem „Wspomnienia” wydanym przez Wojewódzki Ośrodek Animacji Kultury w 1991 roku.
„Od szkolnych lat mam zamiłowanie do literatury i pisania wierszy. Jest to moja pasja i wielka nieznana radość” – zwierza się autor.
Tomik „My i nasze łzy” zawiera wiersze z lat …Gdy świat w huku armat drgał…

Pożegnanie

Tam, gdzie srebrna rzeka
Płynie cicho w dal,
Tam, gdzie mała chatka
Kryje się wśród hal.

Tam, gdzie kwitną łąki
I gdzie szumi las,
Tam pierwszej młodości
Mej upłynął czas.

Ciągle widzę cię
W porannej złotej mgle,
Jak przed chatką stałaś
I żegnałaś mnie.

Serce z bólu płacze
Nic nie mogę nie,
Gdyż wciąż wroga przemoc
Ciągle trzyma mnie.

Może skończą się
Dla nas smutne dnie.
Może kiedyś znów
Zobaczymy się.

Skończy się czas wojny,
Przyjdzie lepszy czas,
Miłość i Ojczyzna
Razem złączą nas.

Wieś Taulensee 1943 r. (Dom niewoli)

Przedwiośnie

Chociaż lodem pokryte są rzeki,
Jeszcze zimny wiatr na nas powiewa,
Wiem, że przecież nie będzie tak wieki,
Wiem, że wkrótce skowronek zaśpiewa.
Będą wody po smugach rozlane,
Będą pąki na drzewach rumiane
I raj prawdziwy wśród ptactwa.
To wiosna!

Rok 1941.
Pracuję u bauera w miejscowości Taulensee. Obecnie Tołdziwd w okolicy Grunwaldu na 30 ha, 14 krów, 4 konie i 3 osoby służby.

List do rodziny

O, jakże się czuję samotny i smutny,
Dnie wloką się wolno i tworzą miesiące.
O losie, nieszczęsny i okrutny,
Czasu jakby ubyło lat tysiące.
Czasami weźmie mnie tęsknota,
Serce me w piersi z bólu wyje.
O, jaka sroga zagranica…
Kto wie, czy wolności się dożyje?
Ja coraz ich przekleństwa słyszę.
Prusak o piątej rano budzi,
U niego pełna stajnia trzody.
On ma na służbie gestapowca,
Który się rzuca często z kijem.
On co dzień robi biczowanie,
Oj, zmiłuj się nade mną, Panie.
Ja przemarznięty i zawszony,
Ja i wrzodami uwalony.
Zimą wygnany spod pierzyny,
Spodziewam się śmierci godziny.
W niedzielę słychać głosy dzwonu,
Jak on tak dziwnie coś zawodzi:
Dzwon woła ludzi do kościoła,
Ale to ich nic nie obchodzi.
Ja tu nie widzę dawniej znanych twarzy,
A jeśli chwila wolna się wydarzy –
Wtenczas wspominam o tobie.
Raz w cieniu lip, dobiegło echo twoich słów,
Tak mi w pamięci coś cudnie zagrało.
Gdyby wróciło wszystko znów,
To by mi więcej nic nie brakowało.